O autorze
W życiu zajmuję się często skrajnie zróżnicowanymi działaniami, bo to dla mnie jedyne antidotum na nudę. Począwszy od tego, że po ukończeniu szkoły muzycznej w klasie klarnetu i zwiedzaniu świata na tournée koncertowych jako baryton w Collegium Cantorum, dostałem się na Oxford, gdzie zrobiłem dyplom z informatyki. Potem, już z solidnymi podstawami akademickimi i doświadczeniami praktyka zacząłem prowadzić twarde, technologiczne szkolenia jako trener w największym ośrodku edukacyjnym Microsoft w Polsce i drugim w Europie środkowo wschodniej. W międzyczasie bardzo aktywnie przypatrywałem się rozwojowi mediów społecznościowych, co pozwoliło mi przez kilka lat być najpopularniejszym Polakiem na Twitterze. Zostałem honorowym obywatelem miasta New Britain w CT, USA. Wystartowałem własną firmę, pod którą zacząłem pomagać swoim klientom w doskonaleniu umiejętności prowadzenia szkoleń, rozwoju osobistego i tzw. leadership development. Szkolenia coraz bardziej indywidualne i dopasowywane pod konkretnych klientów przerodziły się w coaching i ta praktyka trwa już z powodzeniem od 8 lat.

A kiedy potrzebuję restartu, nic nie może konkurować z kilkudniowym wypadem, w którym towarzyszy mi wyłącznie mój motocykl.

Pissing, czyli najpopularniejszy fetysz polskich polityków

W Wikipedii czytamy: "Pissing – parafilia, w której kontakt z moczem partnera jest źródłem podniecenia seksualnego. Fetyszem może być oddawanie moczu na partnera, wąchanie go, dotykanie, oblewanie się nim. Najczęściej połączona z dominacją jednego partnera nad drugim."

Tyle definicji. Skąd takie upodobania u polskich polityków?

Ano stąd, że regularnie olewają obywateli. I najwyraźniej cieszy ich to niezmiernie.

Co więcej, jak dosłownie przed chwilą podał Dziennik, Telewizja Polska i Polskie Radio zakazały emitowania na publicznych pasmach kampanii społecznej INSPRO, zatytułowanej "Dość olewania".

Przed obejrzeniem rzeczonego nagrania warto uwypuklić jedną kwestię. INSPRO to skrót od Insytutu Spraw Obywatelskich, który od 10 lat zajmuje się między innymi budowaniem kampanii społecznych i rozliczaniem włodarzy naszego kraju z ich działań.

A przynajmniej próbami takiego rozliczania. Bo kiedy ktoś w dosadnych słowach zaczyna ilustrować to, jak rzeczywiście czuje się część obywateli, to usiłuje się to udaremnić. Najsłabszym z możliwych sposobów, bo przecież tego rodzaju działania tylko zwiększają zasięg takich kampanii.

Cały spot można zobaczyć tutaj. Czy rzeczywiście jest tak wulgarny i obsceniczny? Oceńcie sami:


P.S.
Hat tip dla Piotra za wrzucenie linku do tego materiału na twittera. Dzięki!

P.P.S.
Niniejszym krótkim postem otwieram cykl wpisów, w których będę komentował to co mnie w jakiś sposób inspiruje albo - jak w tym przypadku - uwiera, a co nie zmieści się na moim twitterze, facebooku czy google+.
Trwa ładowanie komentarzy...