O autorze
W życiu zajmuję się często skrajnie zróżnicowanymi działaniami, bo to dla mnie jedyne antidotum na nudę. Począwszy od tego, że po ukończeniu szkoły muzycznej w klasie klarnetu i zwiedzaniu świata na tournée koncertowych jako baryton w Collegium Cantorum, dostałem się na Oxford, gdzie zrobiłem dyplom z informatyki. Potem, już z solidnymi podstawami akademickimi i doświadczeniami praktyka zacząłem prowadzić twarde, technologiczne szkolenia jako trener w największym ośrodku edukacyjnym Microsoft w Polsce i drugim w Europie środkowo wschodniej. W międzyczasie bardzo aktywnie przypatrywałem się rozwojowi mediów społecznościowych, co pozwoliło mi przez kilka lat być najpopularniejszym Polakiem na Twitterze. Zostałem honorowym obywatelem miasta New Britain w CT, USA. Wystartowałem własną firmę, pod którą zacząłem pomagać swoim klientom w doskonaleniu umiejętności prowadzenia szkoleń, rozwoju osobistego i tzw. leadership development. Szkolenia coraz bardziej indywidualne i dopasowywane pod konkretnych klientów przerodziły się w coaching i ta praktyka trwa już z powodzeniem od 8 lat.

A kiedy potrzebuję restartu, nic nie może konkurować z kilkudniowym wypadem, w którym towarzyszy mi wyłącznie mój motocykl.

Rozmowy, które nie mają sensu

Krowa, która dużo ryczy, mało mleka daje.
Krowa, która dużo ryczy, mało mleka daje. skitterphoto.com
Polaryzacja naszego społeczeństwa absolutnie i permanentnie uniemożliwia nawiązanie jakiegokoliwek dialogu. Czy to ma szansę się zmienić?

W ramach noworocznych porządków, usunąłem swoje polskojęzyczne konto na twitterze, z którego i tak dość rzadko korzystałem. Tym bardziej, że pojawiało się tam sporo treści politycznych, z którymi nie chcę mieć zbyt wiele wspólnego.



Oczywiście - można zarzucić mi, że nie jestem przez to wystarczająco na bieżąco z newsami politycznymi z kraju i nie będę dostatecznie kompetentnym rozmówcą w sprawach tej kategorii.

Owszem, nie będę.

I owszem, tworzę sobie pewnego rodzaju getto informacyjne, odcinając się od wieści o najnowszych poczynaniach prezesa Kaczyńskiego i jego świty.

(Nota poboczna: Dlaczego wymieniam tylko Jarosława Kaczyńskiego? Bo to bezapelacyjnie najbardziej wyrazista postać polskiej sceny politycznej, któremu nikt nie może się równać. Niesiołowski, Lis, Sikorski? Kilka pięter niżej jeśli chodzi o ilość generowanych w społeczeństwie emocji. )

Dzieje się tak dlatego, że dzisiaj - szczególnie w obszarach facebooka i twittera - ludzie nie rozmawiają, a walczą. Walka z kolei ma to do siebie, że nie pozwala na nawiązanie jakiegokolwiek dialogu.

Przykładem tego - a jednocześnie powodem, dla którego piszę ten tekst - jest taka wymiana zdań na twitterze, na którą trafiłem przy okazji czyszczenia swojego twitterowego konta:



Jeśli postawiłbym się na miejscu Tomasza Lisa, to odebranie negatywnej statuetki od ludzi, którzy są moimi jawnymi oponentami na scenie polityczno-dziennikarskiej, przyjąłbym również jako docenienie moich wysiłków.

Z drugiej strony, stawiając się na miejscu Dawida Wildsteina widzę dwa możliwe rozwiązania:
wybrana przez niego opcja nazwania laureata frajerem, albo opcja alternatywna: zorganizowanie eventu, podczas którego taka nagroda byłaby faktycznie wręczona Tomaszowi Lisowi, streamowana live na YouTube, Periscope i Facebooku.

Za pomocą tej drugiej opcji możemy nie tylko wykonać pierwszy krok w kierunku nawiązania jakiegokolwiek dialogu, ale też zacząć rozpoznawać swoich oponentów i adwersarzy jako godnych siebie przeciwników.

W ten sposób amplifikujemy proces rozwoju obu stron, przenosząc dyskurs na wyższy poziom, a w ten sposób - kto wie - może wspólnie wypracujemy nową wartość zamiast po prostu obrzucać się mięsem?

No ale to wymaga samozaparcia, dyscypliny i oleju w głowie. A tego niestety niektórym brak. W końcu jak mówi staropolskie przysłowie - krowa, która dużo ryczy, mało mleka daje.
Trwa ładowanie komentarzy...